Magia Ultra


3 X Brąz


Mój pierwszy aquathlon


To był rozbiegany
tydzień:-)


Darknes into Light


Run a Muck


Rozkrecamy się...







10 lipca 2011 - To był rozbiegany tydzień:-)

Biegów w Irlandii mamy bez liku i jest w czym wybierać, dlatego tez czasami trudno jest zebrać drużynę w jednym konkretnym miejscu, mimo że wyspa do najwiekszych nie należy. Ten tydzień ( 6/06 - 12/06) był wyjątkowy. Po pierwsze mój faworyt czyli Cork City Marathon, tego samego dnia w Dublinie odbywało sie święto Wszystkich Biegajacych Pań (oraz wymyslnie przegranych panów ) czyli Flora Mini Marathon.
Wybrałem Cork z dwóch powodów: 1. Pofaldowana trasa była rewelacyjnym przygotowaniem przed "tajnym projektem", 2. Nie miałem ładnej sukienki w moim stylu na Flora Mini Marathon ;).

W Cork spotkałem Zbyszka Bresę, który biegł jak zwykle na luzie - pewnie przygotowywał sie do jakiegoś Ultra biegu - co jest u Niego akurat normalne:). Mi bieg poszedł  średnio ale takie były założenia
taktyczne- miałem sie nie zmęczyć.

W tym samym czasie w Dublinie wystartowały Dominika i Joasia. Obie rewelacyjnie dopingowane dobiegły w rownie rewelacyjnych czasach, Joasia jak na nią przystało biegła jakby ja husky gonił ;), natomiast Dominika wykazała sie przemyślanym rozlozeniem sił w stosunku do potrzeb i możliwości;). Panie bawiły sie rewelacyjnie i o to w tym biegu głownie chodzi. Asia przy okazji biegu wspierała odpowiednik GOPRu w Irlandii - i to sie bardzo chwali.

Poniedziałek sie skończył i już odliczaliśmy czas do czwartku. W czwartki odbywają sie treningi dla wszystkich zainteresowanych na każdym poziomie rozbiegania. Zajęcia prowadzi Paweł- dzięki mu wielkie za zaangażowanie.

Ledwo przeminął czwartek, niezauważalnie umknął piątek i już trzeba sie było pakować na wyjazd w okolice Newry. Tam bowiem odbył sie MOURNE WAY ULTRA MARATHON,MARATHON I HALF-MARATHON czyli "tajny projekt";). Najodważniejszy a moze najbardziej szalony;) z nas - Tomek, pobiegł pełen maraton, trzech rozsądniejszych;)- Łukasz, Szymon
i Sławek spróbowało swych sił w half-maratonie.   A trzeba dodać, ze
nie był to taki sobie kolejny bieg uliczny ale regularny bieg górski ze wszystkimi tego konsekwencjami. Zanim dojechaliśmy na miejsce, wywieziono w nieznane wszystkich "full maratończyków". Przed 14:00 w te same pojazdy zapakowani zostaliśmy czyli "half maratończycy". Po kilkunastu minutach jazdy i kilku słowach instrukcji: "uwaga, jest mokro, ślisko i błoto po pas co pewien czas;)" padła komenda- START.
Bieg był najcięższym half marathonem w jakim dotychczas przyszło mi biec. I nie tyle o to blotko czy mokre kamienie chodzi bo ten problem rozwiązały dobre buty, co o 2,5km podbiegi czy bardzo strome zbiegi - te to dopiero dawały po nogach ;). Jakby na to jednak nie patrzeć właśnie po takie atrakcje na ten bieg pojechaliśmy. I dostaliśmy co chcieliśmy - było super! Po biegu oddaliśmy sie przyjemnemu "nicnierobieniu" oraz pałaszowaniu piknikowych przysmaków przygotowanych przez Kasię :).

Za nieustający doping dziękujemy - Kasi, Dominice, Aleksowi, Blance i Mai. Natomiast za część rozrywkową pt."Turlanie z górki i jazda na koniku" Mai i Blance - :-)Niestety obiecane przez organizatorów słynne piwo z Newry przeszło mi koło nosa:-( ale obowiązki kierowcy i zarwane 20 godzin bez snu nie pozwoliły mi na tą przyjemność :-)

Wyniki MOURNE WAY:

Marathon:

Tomasz Raczynski - 04:27:22

Tomek przybiegł 28 na 154 uczestników

Half Marathon:

Lukasz Gonciarz -02:03:12 /76

Szymon Badura - 02:04:06 /80

Slawomir Glaz - 02:18:56 /145

Half-maraton ukończyło 218 osób

Pozdrawiam - Sławek