11 października 2011 - Łobez na zakończenie Pucharu Polski
w maratonach szosowych
VI Łobeski Maraton Rowerowy im. Eugeniusza Gostomczyka przeszedł do historii. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania, oferując doskonałą imprezę na zakończenie cyklu trzynastu maratonów. Przede wszystkim dopisała piękna słoneczna pogoda. Niezwykle malownicza trasa, trochę pagórkowata, trochę jak zawsze pod wiatr, wiodła różnymi rodzajami szos mieszczącymi się w granicach polskiej rzeczywistości. Ale zawsze powtarzam sobie wytrząsając siebie i rower na nierównościach, że to maraton, a nie wyścig szosowy UCI Pro Tour, a najbardziej pomaga mówienie do siebie słowami greten: „ kocham Panią, Pani szoso”. Tym razem start i meta były w Radowie Małym, a Łobez przypadał na 68 kilometrze.
Nie przyjechał do Łobza mój przyjaciel Alojzy Pawlaczek – weteran trzebnickich Szerszeni, z którym dzielnie pokonałem prawie całą trasę w deszczowym Gorzowie, stąd zadedykowałem jemu mój przejazd, co mi niezwykle pomagało gdy elektrownia wyłączała prąd.
Z samego rana startowali dwaj nasi giganci na dystans giga, czyli 270 km. Jak zawsze rozluźnieni i uśmiechnięci Jacek ze Stargardu i Marras z Gryfina pomknęli na pierwszą pętlę i jechali drugą, gdy my już pakowaliśmy rowery do samochodów. Chylę przed nimi czoła. Na 135 km dzielnie pomykał Włodek z Leszna na innym niż zazwyczaj, o wiele cięższym rowerze. Pierwszy swój maraton w życiu i od razu na takim długim dystansie przejechał Karol z Poznania. Spisał się bardzo dzielnie, dojechał w świetnej formie i uzyskał o wiele lepszy czas niż zamierzał. Z moich 135 km jestem także zadowolony, chociaż jak zawsze czuję niedosyt i myślę, że mogło być lepiej. Myślę, że każdy z naszej piątki przeżył to samo na trasie, okupił swoje miejsce mocną walką ze zmęczeniem i znużeniem, ze skurczami mięśni, ale nikt na mecie nie dał tego poznać po sobie. Każdy był uśmiechnięty i szczęśliwy. To chyba jakaś nieodłączna cecha szpikowych kolarzy. Chociaż nas było tylko, a może aż pięciu, widać nas było wszędzie i jesteśmy na wielu fotografiach. Zdjęcia pochodzą z galerii opublikowanych na forum supermaratonów przez pepe, skora, siedliczanin, data sport i kilka moich.
Dzięki wstąpieniu do Drużyny (właśnie dzisiaj mija rocznica) rozpocząłem moją przygodę z maratonami kolarskimi. Przejechałem cztery. W następnym sezonie planuję przejechać osiem.
Czuję, że jeżdżenie w czerwonej drużynowej koszulce nadało większy sens temu co robię.
Wigosław Jakubowicz