22 maja 2011 - Darkness into light
Zespol D&M zaliczyl kolejny wystep na sportowej, ale chyba co wazniejsze imprezie z przesłaniem. Idea "Darkness into Light" by niesc nadzieje i pomoc, tak sie nam obojgu spodobala, ze nawet wczesna pora nie mogla w zaden sposob nas zniechecic. Wlasciwie to jak rzucona nam sportowa skarpeta ku porannemu wyzwaniu. Bieg o 4:30? Jak nie my to kto? (tak samo pomyslalo jeszcze podobo jakies 2000 osob. Czy bylo tyle? Trudno powiedziec. Z racji panujacych ciemnosci moga to potwierdzic tylko organizatorzy lub nietoperze).
Pora przyznaje dosc wczesna, ale caly pomysl opieral sie by zaczac bieg/walk w nocy a zakonczyc go wraz z wschodzacym sloncem. Prawda, ze piekne, niosace otuche przeslanie dla tych ktorzy stracili kogos bliskiego?
Od strony organizacyjnej bieg super zrealizowany. My zorganizowalismy nasz wyjazd o 3.30, ale organizatorzy musieli tej nocy chyba nie spac: namioty, rejestracja koszulkowa i gorace ruszty byly dawno rozstawione. Na termometrze jakies 13 stopni, wszedzie odblaskowe koszulki, z radia pobudzajace rytmy, wiec bylo niesamowicie kilmatycznie. Najpierw wyruszyli walkerzy, potem biegacze i na koncu elite, by umozliwic kazdemu start nocno/poranny.
Trasa z relacji Marcina biegla sobie i biegaczom powoli z gorki, tak by bylo gladko i przyjemnie. Na zapleczu biegu: baza campingowa z bulko-kielbaska i muffinkami na sniadanie:-) Czyzby promocja nowego typu zestawu Irish Breakfast?
Musze pochwalic moja biegnaca polowke, bo gdy ja opisuje to co sie dzialo, Marcin zaczal prace o 6. Carramba!!
Ten bieg byl zrealizowany pod nas, to jest pod nasz smaczek. Dawac nam tu nastepny ;-)
Sprawozdawca - Daria Niezastąpiona :-)
Biegacz - Marcin "Połówka" ;-)

